Strona:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. I.djvu/158

Ta strona została skorygowana.
MATEUSZ.

Ano, o zakład, że Jana! A to szczęśliwy chłop! wszystkie baby za nim latają, a on za żadną!

KAŚKA.

Ale!

MATEUSZ.

No! polata troszkę, bez tydzień, dwa... no i zawsze mu się uda! To nie tak, jak ja! Jan to wiercipięta, to lumer! I kobity straszne frajerki, że się na takie jego umizgi biorom. On już ze trzydziestu, a może i więcej przyrzekał, że się ożeni.

KAŚKA

.

I nie ożenił się.

MATEUSZ.

Ano, jakżeby? Miałby już ze trzydzieści żon? Cała ulica! Każda do wszystkiego... Co przendzie bez Żółkiewskie, to mu padają na ręce. Oj! te baby! te baby to mają kołowaciznę. Jak owce! Jedna w ogień — dyr... dyr.., dyr... inna za nią! Ano nie wie, co ją czeka i leci za drugiemi... (Chwila milczenia). Panna Kasia też polazła? co? ha!... no!... ale się chyba upamiętała... Przecie są inne chłopy na świecie, nietylko Jan... (z umizgiem). Ja sam to powiem, że mi się Kasia bardzo podoba i bardzo nadaje... Żeby tak Kasia była dla mnie dobrą... (chce ją objąć wpół; Kaśka go uderza kułakiem). Kiedy