Strona:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. I.djvu/57

Ta strona została skorygowana.

częta, co to wymokłe, jakby cały rok ich we wodzie moczono. Panna tu nie wybędzie długo na tem miejscu.

KAŚKA
(rozwiązując pościel i układając na łóżku).

Dlaczego?

JAN.

E!... bo to państwo takie tam!... nic szczególnego. Ja tego nie mówię przez szacunek dla pieniędzy, bo ja to się pieniądzom nigdy nie kłaniam.

KAŚKA.

Pan strasznie przemądry.

JAN.

Pewnie! mało to się oczytałem? mało to się nasłuchałem, jak panowie gadali? Dlatego mam taką pogardę dla pieniędzy. Tu jest taki strabancel na pierwszem, co zawsze nad ranem wraca. Ja go dobrze znam po dzwonieniu, ale mu nigdy zaraz nie otworzę, choć mi i trzydzieści i czterdzieści centy w łape wsunie. Myślę zawsze: stój, stój, czekaj, marznij!...

KAŚKA

Ojej! Pan taki niepoczciwy.

JAN.

A jakże, bo ja tylko naukę szanuję. Jak kto nie uczony, to u mnie nic nie wart. Chy-