Strona:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. I.djvu/75

Ta strona została skorygowana.
MARYNKA

Zobaczycie... on jej wytnie kuranta.

LOKAJ.

Bardzo być może! wygląda na mądrą rybę, choć tak jak ryba nic nie gada... do tej chwili

JULKA.

Ale co to znaczy, że Jana do tej chwili niema? Nie wiesz Marynka?

MARYNKA

Ach, Jan!... Żebyście wiedzieli — to skonać można od śmiechu! Jan się kocha w tej wielkiej Kaśce z trzeciego od Bukowskich!

WSZYSCY.

Nieprawda!

MARYNKA

Jak Bozię kocham! Wodę jej nosi, węgle z piwnicy... Przed bramą to jeszcze nie wystają, bo ona to udaje niby świętoszkę i nie chce. Ale my wiemy, co to za jedna. Przybłęda... Bóg wie skąd to się przywlokło, obdarte, Boże... Służyła u żydów, a teraz u takiego państwa, że to gorsze, niż żydy. Prawda, Julka? żadna porządna sługa się z nią nie zadaje w kamienicy, a jak idzie bez dziedziniec, to my aż się pokładamy od śmiechu.

LOKAJ.

Niezgrabna, jak kloc, ale ładna dziewczyna.