Strona:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. IV.djvu/127

Ta strona została przepisana.
JULJASIEWICZOWA.

Moglibyście na to przysiąc.

TADRACHOWA.

Przed ołtarzem. Za nią, jak za siebie!

JULJASIEWICZOWA.

No a ten finanzwach?

TADRACHOWA.

To insza inszość. On się z nią zaręczył. Ale co do tamtego to o!... tylko że nie było pieniędzy niby na gospodarstwo, bez to się ślimaczy. Ale to całkiem uczciwie i honorowo, to sam ksiądz proboszcz może poświadczyć.

JULJASIEWICZOWA.

No a tu w mieście?

TADRACHOWA.

A to już... chyba Wielmożna pani gospodyni wie, bo przecież dziewczyna niby tu... jakby pod opieką...

(milczenie).
JULJASIEWICZOWA.

Może się pani Tadrachowa wódki napije?

TADRACHOWA.

Rączki całuję Wielmożnej pani, przysięgałam od wódki!

(śmieje się).
JULJASIEWICZOWA
(śmieje się).

Ale od likieru?