Strona:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. IV.djvu/135

Ta strona została przepisana.
JULJASIEWICZOWA.

Odmówiłam.

ZBYSZKO.

Czemu?

JULJASIEWICZOWA.

Mam męża i... est le premier pas qui conde, a tam, gdzie niema zmysłu moralnego, jak u takiej dziewczyny, to nigdy niewiadomo, co i jak...

ZBYSZKO.

Hanka ma więcej zmysłu moralnego, jak ja i ty.

JULJASIEWICZOWA
(bierze go pod ramię).

Nie dowiodła. Pod bokiem matki i sióstr. Powiesz, to rzecz zwyczajna. Ale skoro się chce już z niej zrobić żonę, to powinno się wymagać pewnej niezwyczajności, choćby w tym kierunku. A zresztą, ty sam to czujesz i masz pewien niesmak. No, no, nie ciskaj się!

ZBYSZKO.

Czy to mi miałaś do powiedzenia?

JULJASIEWICZOWA.

Ach czekaj! coś trzeba z Hanką zrobić. Na nową służbę nie pójdzie. Na „stancję“ ją oddasz? Boże drogi! Takie milieu to ostatnia zgnilizna i rozpusta, a przy takich instynktach do dnia ślubu. Może na pensję, ale wątpię, czy wezmą... a potem wątpię, czy mamcia ją będzie mogła dłużej trzymać... Cóż więc zrobisz?