Strona:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. IV.djvu/138

Ta strona została przepisana.
ZBYSZKO.

Puść mnie!

JULJASIEWICZOWA.

Nie puszczę... Tu się rozchodzi o coś więcej, jak o głupie na złość matce.

ZBYSZKO.

To nie na złość... Ja chciałem raz zetrzeć w proch ten podły, ten marny brud, co to jest duszą złych czynów w tych ścianach. Chciałem raz wziąść się za bary z tem czemś nieuchwytnem.

JULJASIEWICZOWA.

I wziąłeś się za bary, pokazałeś kły a teraz musisz uledz.

ZBYSZKO.

Nie muszę, nie ulegnę!

JULJASIEWICZOWA.

Masz siły do takiej, ciągłej walki? Aha! aha! nawet nie odpowiadasz. Ty jesteś zupełnie już wyczerpany. Ciebie ta jedna noc zmogła, a cóż dopiero całe takie życie.

ZBYSZKO.

Ach ty! Ach ty!

JULJASIEWICZOWA.

Cóż ja? Ciocia powiedziała, że ja mam złodziejski spryt. Tak! Bo zgodziłam się z życiem i biorę to, co jest najmilszego. To jest szczyt mądrości. Walczyć? Don Kichot! Śmieszne! Zresztą sam powiedziałeś wyciągniemy kopytka.