Strona:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. IV.djvu/174

Ta strona została przepisana.
PANNA MANIA.

Albo mądrzy.

ŻONA.

E!

PANNA MANIA.

A... pana Fedyckiego niema?

ŻONA.

Nie.

PANNA MANIA.

Czemu?

ŻONA
(pokazuje drzwi).
PANNA MANIA
(cicho).

Domyśla się?

ŻONA.

Ale!... nie... tylko Fed za głupi.

PANNA MANIA.

Nie — no to już... no to już... wiecie! Taże wszyscy mówią, że taki hecowny, że niech Bóg broni!

ŻONA

A no... ale dla niego...

(Mąż wchodzi).
MĄŻ.

Już idę. Liluś idź się ubierz!

ŻONA.

Chodź! Trzeba, żebyś zmieniła sukienkę,

MĄŻ.

Po co?