Strona:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. IV.djvu/205

Ta strona została przepisana.
ŻONA.

Wyprowadź się.

FEDYCKI.

Kein idée. Winien jestem już nie wiem za ile. A więc flircik en attendant — ona głupia... no...

ŻONA.

Pewnie! Bo nic niema straszniejszego jak głupia kobieta.

FEDYCKI.

No, no... ty czupiradełko królewskie, ty raju zakopertowany, ty migdałowe szczęście... ciumaj, ciumaj! prędko, bo wystygnie.

ŻONA.

Przynajmniej z tobą to można pomówić inteligentnie. Zaraz jakoś jaśniej na sercu O!... Zośka idzie przez kuchnię, przyprowadziła Lilę... ja cię wyprowadzę do przedpokoju...

(bierze lampę, na którą nałożyła abażur).
FEDYCKI.

Ląćkę dać...

ŻONA.

Ach! ty kremiku czekoladowy!... do Soboty!... będzie mi się dłużyć z nim... bo wiem dziś to przecież jest wilja, a on jakby...

(wychodzą do przedpokoju i zamykają drzwi, od czasu do czasu tylko słychać wybuchy śmiechu żony).