Strona:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. IV.djvu/211

Ta strona została przepisana.
ŻONA.

Myślałam, że już tam będziecie nocować. Tylko naturalnie taka wilja... Sto pięćdziesiąt potraw... Choć zastaw się, a pokaż się. Potem coś tego, Monaco...

MĄŻ.

Co? skąd Monaco...

ŻONA.

Już tak. Gdzie szlachcic tam Monaco. A potem omnia... tego... porto...

(patrzy triumfująco).
MĄŻ.

Daj ty mi dziś spokój... głowa mnie boli.

ŻONA.

Pewnie, jak kto tragedję wyprawia, żeby tylko mnie w oczach innych źle przedstawić...

MĄŻ.

Ja tragedji wyprawiać nie potrzebuję...

(żona zaczyna zapalać świeczki na drzewku).
MĄŻ
(bierze popielniczkę, na której leżą dwa niedopałki papierosów Fedyckiego).

Był tu kto?

ŻONA.

Nie.

MĄŻ
(do dziecka).

Wyrzuć te dwa niedopałki do kuchni.