Strona:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. IV.djvu/212

Ta strona została przepisana.
(dziecko wychodzi).

Mogłabyś przy dziecku nie kłamać.

ŻONA.

Tak... wiem... Chowam źle dziecko! Ale mniejsza. Był tu Fedycki chwilę na orzechy. Zapomniałam o tem i niema w tem zbrodni. Kazał ci powiedzieć, że żałuje, że cię nie zastał.

MĄŻ
(ironicznie).

To wątpię.

ŻONA.

O! możesz wierzyć! On cię bardzo lubi.

MĄŻ
(t. s.).

Czy być może!

ŻONA.

O! ja wiem, że ci o miłość ludzką nie chodzi. Takim Sobkom, to o nic nie chodzi.

(dziecko wraca).
ŻONA.

A ja lubię Fedyckiego. Wesoły, miły, inteligentny.

MĄŻ.

Tak...

(wataje i kieruje się ku drzwiom swego pokoju).
ŻONA
(arogancko).

A ja lubię Fedyckiego.