Strona:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. IV.djvu/268

Ta strona została przepisana.
PANNA MANIA.

A nic.. są jakieś tam śluby — niby. Albo rozwody.

MĄŻ.

Niema rozwodu, tylko unieważnienie małżeństwa.

PANNA MANIA.

A no — nie kijem go, to go pałką. Niech się pobiorą, to będzie najlepiej. Skandalu przez to nie będzie, bo nawet w hrabskich domach, jak małżeństwo ma siebie dosyć — to się rozchodzi i już. A pan profesor na takiem stanowisku, że musi więcej o siebie dbać, jak jaki hrabia. Trzeba mu to kazać zrobić. Przyprzeć go do muru... musi się podpisać, że jak te unieważnienie będzie, to... ją sobie weźmie.

MAŻ
(wstaje i siada na fotelu koło szeslągu).

Och!... jakie to wszystko ciężkie...

PANNA MANIA.

To pan profesor straciłby miejsce, jakby to nie załatwiło się zgodnie. A potem matka pana profesora, przecie staruszka.

MĄŻ.

Ja też jeszcze raz powtarzam, że pojedynkować się z nim nie będę.

PANNA MANIA.

Ja tam nie wiem, jak to było. Zastał ich pan razem, czy co?