Strona:PL Goffred albo Jeruzalem wyzwolona Tom I.djvu/124

Ta strona została przepisana.
26.

Ieśli bydź może, Hetmana samego
Łaskawym wzrokiem wpraw w napięte wniki,
Niech sobie wzmierzi Marsa surowego,
Niechay się imie biesiad y podwiki.
Nie możeli być — więc kogo inszego,
Co naprzednieysze zwłaszcza pułkowniki;
Dla wiary wszytko uczynić się godzi,
Y dla oyczyzny, bo to społem chodzi“.[1]

27.

Piękna Armida zaraz się gotuie,
Pobrawszy z sobą zwykłe swoie stroie,
Wieczór się w drogę cicho wyprawuie
Y zostawuie oyczyste podwoie.
Tuszy, że piękną twarzą powoiuie
Wielkie rycerze, bez miecza, bez zbroie.
Różnie zmyślaiąc, potym udawano
Ludziom iey odiazd, gdy o nię pytano.

28.

Mały czas wyszedł kiedy przyiechała,
Gdzie chrześcianie rozbili namioty,
A skoro swóy wzrok y twarz ukazała,
Y chód y swoie cudowne przymioty,
Iako gdy iaka kometa nastała
Y na niebieskie weszła kołowroty —
Bieży, co żywo; drudzy posyłaią,
Zkąd cudzoziemka tak piękna? pytaią.

  1. Dla wiary wszystko uczynić się godzi
    I dla oyczyzny, bo to społem chodzi,
    porównaj J. Kochanowskiego.