Strona:PL Goffred albo Jeruzalem wyzwolona Tom I.djvu/130

Ta strona została przepisana.
44.

Ale podobno nikt tego nie rzecze
Y nikt tak łatwie temu nie uwierzy,
Iako są rzeczy odmienne człowiecze.
Umarł mi ociec, w pięć lat po macierzy,
Zostawiwszy mię stryiowi w opiece;
Patrz, gdy się komu kto czego powierzy,
Rzadko mu się to od niego oddaie,
Zginęły z cnotą dobre obyczaie.

45.

Ten mię w mym stanie zrazu pięknie chował,
Moie królestwo dosyć dobrze rządził
Y oycowską mi miłość pokazował.
Każdy go dobrem opiekunem sądził.[1]
Lecz kto się dobrze rzeczom przypatrywał,
Nie tak, iako gmin pospolity, błądził,
Łatwie mógł widzieć chciwość iego onę,
Kiedy mię chciał dać synowi za żonę.

46.

Oboieśwa iuż beła[2] w słusznem lecie,
On był nikczemny, sprosny y plugawy,
Nigdzie iako żyw, nie postał na świecie,
Doma się chował, rycerskiey zabawy
Żadney nie umiał; czasem prości kmiecie
Do każdey będą sposobnieyszy sprawy.
Co ieszcze więtsza, przy tey nikczemności.
Był y łakomy y pełen hardości.

  1. Każdy go dobrem opiekunem sądził, naśladowanie konstrukcyi acc. cum infinit. z opuszczeniem infinit. być.
  2. Obeieśwa się była... liczba podwójna.