Strona:PL Goffred albo Jeruzalem wyzwolona Tom I.djvu/137

Ta strona została przepisana.
65.

To rzekłszy, zmilkła, a swóy wzrok wstydliwy
Na dół ku ziemi, smętna, obracała,
W Goffredzie umysł zostawa wątpliwy,
Boi się, by go w czem nie oszukała,
Wiadom, co umie poganin zdradliwy;
Z drugiey go strony — że krzywdę cierpiała —
Y dobroć iego rusza przyrodzona,
W szlachetnych sercach zawsze wkorzeniona.

66.

Widzi, że słuszna ratować niebogę,
Lecz y to myślił swoią mądrą głową,
Żeby w te państwa wstawił dobrze nogę:
Kiedyby przezeń została królową
Y otworzyłby sobie łatwie drogę
Do rzeczy dalszych y na Egyptową
Siłę z Damaszku rynsztunki y złoto
Y ludzie mógł mieć, bo tam łatwie o to.

67.

Gdy się tak Goffred długo namyśliwał,
Pilnie na niego Armida patrzała:
Lubo się ruszył, lubo co postawał,
Twarzy y wzroku iego pilnowała.
A że iey długo odprawy nie dawał,
Frasowała się y często wzdychała;
Nie chciał nakoniec przypaść na tę sprawę,
Lecz iey dał przedsię łaskawą odprawę: