Strona:PL Goffred albo Jeruzalem wyzwolona Tom I.djvu/200

Ta strona została przepisana.
59.

Do Ieruzalem naprzód się trafiła,
Gdzie ią król przyiął y chował przy sobie.
Prętko iey potem matka ustąpiła
Y po niey tamże chodziła w żałobie.
Ale ani żal, że matki pozbyła,
Ani wygnanie mogło w oney dobie
Onę iey miłość z serca wykorzenić,
Albo iey ulżyć, albo iey uplenić.

60.

Gore nieboga, okrutnie miłuie,
A żadney nie ma nadzieie w miłości;
Coraz się więtszy ogień w niey zaymuie,
Dosiągł iuż wszędzie wysuszonych kości;
Ztąd, że go taić w sobie usiłuie.
Barźiey się żarzy y szerzy w skrytości;
Ale w niey martwe nadzieie ożyły,
Gdy z woyskiem przyszedł pod miasto iey miły.

61.

Gdy chrześciańska moc następowała
Y szły chorągwie pod miasto rozwite,
Wszystkich okrutna trwoga zdeymowała,
Widząc narody obce rozmaite.
Ona się sama tylko radowała
Y z chciwem — między namioty rozbite
Y między zbroyne hufce — okiem lazła,
Tak długo, aż gdzie Tankreda nalazła.