Strona:PL Goffred albo Jeruzalem wyzwolona Tom I.djvu/269

Ta strona została przepisana.
23.

Nie żywot trzyma, ale niepożyty
Węzeł dzielności członki iuż zemdlałe:
Kole — sam skłóty y biie — sam zbity
Y w skłótem ciele serce ieszcze śmiałe.
W tem wzrostem wielki, wzrokiem iadowity
Mąż, maiąc oczy groźne i zuchwałe,
Siekł nań tak długo z drugiemi swoiemi,
Że naostatek Sweno beł na ziemi.

24.

Poległ, niestetysz! kwiat piękney młodości
Y nie beł żaden, ktoby go ratował.[1]
Wami, droga krwi y szlachetne kości!
Świadczę, iakom się na ten czas sprawował:
Wzgardziłem żywot y z wielkiey żałości
Szedłem na miecze, piersim nadstawował
Y by to beło wiecznych losów zdanie,
Żem śmierć miał podiąć — zarabiałem na nię.

25.

Iam tylko ieden sam między trupami
Żyw leżał y to tylko też co żywy,
Y niewiem, co się potem działo z nami,
Tak mi był odiął zmysł mrok nieżyczliwy.
Lecz skorom mdłemi przeyrzał kęs oczami,
Które był zaćmił cień niepamiętliwy —
Noc mi się zdała y że w onem mroku
Płomień się błyszczał zemdlonemu oku.

  1. I nie beł żaden, ktoby go ratował, konstrukcya łacińska zamiast: nie było nikogo (nemo fuit qui...).