Strona:PL Goffred albo Jeruzalem wyzwolona Tom I.djvu/306

Ta strona została przepisana.
47.

Goffred, tam gdzie się nabarziey mieszaią,
Bieży y daley uchodzić swem broni
Y zawraca tych, którzy uciekaią:
„Wiedzcie przynamniey kto was — prawi — goni!
Ci rany tylko w tył biorą y dayą,
A w samey tylko ufaią pogoni,
Ale skoro im twarzy ukażecie,
Zaraz ucieką y bić ie będziecie“.

48.

Tam się obraca y tam ostrogami
Rączego konia w oba boki kole,
Kędy Soliman z swemi Arabami
Gnał płoche roty przez szerokie pole.
Między gęstemi mieczmi y śmierciami
Bieży przez mokre y krwią ściekłe role,
Rwie mocne hufce, a gdzie wodze skłoni —
Z obu stron lecą Arabowie z koni.

49.

Przez kupy trupów czasem przeskakuie,
Tak iako piorun ciśniony z obłoka;
Soliman — wielki następ na się czuie,
Lecz się nie trwoży y nie mruży oka —
Y owszem, blisko podeń się szańcuie
Y miecz wynosi chcąc go ciąć z wysoka;
O iako wielcy dway bohaterowie,
Zeszli się czynić o krew y o zdrowie!