Strona:PL Goffred albo Jeruzalem wyzwolona Tom I.djvu/313

Ta strona została przepisana.
68.

Lecz y Klorynda w ten czas Argantowi
Męstwem y sercem na przód nic nie dała:
Trafiła mieczem Berlingierowi
Właśnie w puł serca, gdzie dusza mieszkała;
A tak go pchnęła, że nieborakowi
Koniec broń wściekła tyłem ukazała.
Albin przez szyszak uderzony w kręgi,
Spadł z konia, tak raz od niey bywał tęgi.

69.

Ciągnął łuk Rykard y chciał ią oślepić.
Lecz mu ucięła rękę; ta na ziemi
Wpół żywa, chce się nieboga pokrzepić
Y trzyma przedsię łuk palcy drżącemi.
Tak więc wąż ogon ucięty chce zlepić —
— Ale daremnie — z członkami inszemi;
Nie czyniła nic więcey Rykardowi,
Ale skoczyła ku Gernierowi.

70.

Tego zaś w szyię miecz nielitościwy,
Miecz nieuchronny Kloryndzin ugodził,
Spadł mu łeb — z krtaniem[1] przeciętem — nieżywy
Y w piasku ze krwią pomieszanem brodził,
A tułów martwy długo, [iakie dziwy!]
Siodła się trzymał y koń pod niem chodził
Y nierychło go z siebie zbył wierzganiem,
Czuiąc, że słaby ieździec siedział na niem.

  1. krtaniem zamiast: krtanią, por. Potocki — Wojna Chocimska, gdzie także krtań rodzaju męskiego.