Strona:PL Goffred albo Jeruzalem wyzwolona Tom II.djvu/134

Ta strona została przepisana.
5.

Takie więc gołąb miłością ruszony
U malowaney nosi pióra szyie:
Z sobą niezgodny y z różnych złożony
Barw, przeciw słońcu, blask od niego biie.
Czasem się tak zda, że smarag zielony,
Czasem, że rubin zapalony kryie,
A czasem społem miesza farby obie
Y oczy cieszy w stokrotnem sposobie.

6.

„Wnidź — pry — z tem drugiem, rycerzu cnotliwy
W łódź, co bespieczne morskie siecze wody,
Którey każdy wiatr musi bydź szczęśliwy,
Którey łaskawe wszystkie niepogody.
Wam mię oddawa Twórca dobrotliwy
Za przewodnika przez głębokie brody“.
Tak białagłowa rycerzom mówiła,
Y do brzegu się z łodzią przybliżyła.

7.

Skoro w łódź siedli, ona wziąwszy wiosła,
Odepchnęła się zarazem od brzegu,
Y rozciągnąwszy złoty żagiel — poszła
Y trzymaiąc ster, pilnowała biegu.
Rzeka spotrzebę wód miała y niosła
Łódź, w on czas ze dżdżu wezbrawszy w zabiegu;
Aczby ta mogła, dla swoiey lekkości,
Iść po namielszey wodzie bez trudności.