Strona:PL Goffred albo Jeruzalem wyzwolona Tom II.djvu/146

Ta strona została przepisana.
41.

Potem widzieli, że się ku wschodowi
W rząd rozciągniene wszystkie nachyliły,
Y w odległości iednakiey placowi
Dawały mieysce, gdzie morze wpuściły.
Kiedy patrzyli pilnie ku brzegowi,
W siedmiu się ludzie y domy odkryły;
Bo trzy są puste y zwierzęta samy
Maią w nich tylko swe gniazda y iamy.

42.

Brzeg w iedney pustey, ze dwiema rogami
Daleko w morze wchodzi zakrzywiony;
Y kryiąc w sobie okryte górami
Szerokie łono — port czyni przestrony.
Góra nad portem z tyłu się z wałami
Biie, a przodek w port ma obrócony,
A ztąd y zowąd dwie wysokie skały
Błędnem żeglarzom znak ukazowały.

43.

Woda pod niemi spokoyna milczała,
Ku morzu z góry ciemny las wychodzi;
W śrzodku się wielka iaskinia udała,
Którą płot z bluszczu samorodny grodzi.
Tu kotew żadna nigdy nie trzymała,
Powróz nie wiązał spracowaney łodzi.
Na tak ustronne mieysce wysiadała
Niebieska Pani y żagle zbierała.