Strona:PL Goffred albo Jeruzalem wyzwolona Tom II.djvu/148

Ta strona została przepisana.
47.

Oba pod górą zakryli się w lesie,
Przyszłey, iutrzeyszey czekaiąc roboty.
Potem uyrzawszy, że iuż na świat niesie
Z wielkiego morza słońce promień złoty.
Na przykrą górę poszli w onem czesie.
Wzaiemnie sobie dodaiąc ochoty;
Ale pod górą zarazem u drogi
Zastąpił im smok straszliwy y srogi.

48.


Łuską nakryty łeb y wielkie czuby
Y szyię gniewem nadętą wyciągnął,
A brzuch rozwlokły y ogon zbyt gruby,
Tam, gdzie mieli iść — na drodze rozciągnął;
To w się sam wchodził, to wielkie przeguby
Wydawał y sam za sobą się ciągnął.
Tak się wielki smok przeciwko niem strożył,
Darmo się iednak y bez skutku srożył.

49.

Iuż Karzeł miecza dobywał od boku,
Ale go Ubald uchwycił zarazem:
„Cóż, chcesz zwyciężyć okrutnego smoku
Śmiertelną ręką, śmiertelnem żelazem?!“
A sam pomknąwszy śmiele podeń kroku,
Rózgą nań machnął, aż on iednem razem
Uciekaiąc w las, z drogi ustępuie,
Y wolne w górę przeszcie zostawuie.