Strona:PL Goffred albo Jeruzalem wyzwolona Tom II.djvu/219

Ta strona została przepisana.
14.

Tak myśląc na wierzch góry wszedł wysoki
Y tam się modlił wnętrzney pełny skruchy,
A myśl gorącą wyniósł nad obłoki
Y nieomylney modlitwy otuchy:
„Ty — przeszły żywot, Panie, bez odwłoki
Oczyść y porwi grzechów mych łańcuchy!
Tyś móy Bóg; niechże twoia łaska sama
Odnowi we mnie starego Adama“.

15.

Tak się tam modlił, a wtem promień złoty
Niosąc, iutrzenka na świat wychodziła,
Która wierzch góry y dziwney roboty
Zbroię swem światłem rumianem złociła
Y na czoło mu y na piersi, loty
Wolnemi, wiatry przyiemne puściła,
Które mu z piękney iutrzenki — na włosy,
Mokrego łona — chłodne trzęsły rosy.

16.

Rosą tą iego szaty pokropione,
Podobne przedtem barwą do popiołu.
Teraz bladości pierwszey pozbawione,
Y bielały się y lśniały pospołu:
Tak nocnem zimnem liście pomrożone
Odżywia słońce nadwiędłemu ziołu;
Tak wąż na wiosnę weseli się, który
Młodnieie, nowey nabywaiąc skóry.