Strona:PL Goffred albo Jeruzalem wyzwolona Tom II.djvu/28

Ta strona została przepisana.
50.

Y tak daleko, iako beł tram długi.
Trzymał od muru wieżę ludzi pełną;
Iuż się Klorynda do teyże posługi
Zbiegała, w zbroię ubrana zupełną.
Wtem lud nasz świeży następuiąc drugi.
Ścinał powrozy, co wisiały z wełną,
Aby tak mury nagie i odkryte
Łatwiey mogły bydź taranami bite.

51.

Wielka ie wieża srodze biła z góry,
A odespodku rogate tarany,
Że naostatek poczynały mury
Przeyrzyste w sobie ukazować rany.
Hetman też iuż beł niedaleko dziury
Y następował do stłuczoney ściany,
A wszystek wielką tarczą się nakrywał,
Którey więc rzadko w inszy czas używał.

52.

Y widział dziurą, kiedy dla obrony
Soliman złaził y na dół zstępował,
Gdzie niebezpieczną — tramy rozwalony —
Mur Chrześcianom drogę ukazował.
Y że na górze Argant zostawiony,
Z Kloryndą przeszcia bronić się gotował.
To widząc poczuł serce mężne w sobie,
Skacząc z radości wielkiey w oney dobie.