Strona:PL Gould - Gwiazda przewodnia.djvu/071

Ta strona została uwierzytelniona.

wzbudzić w niej fałszywych nadziei... Jest ona w dobrych rękach i daję ci na to słowo moje, że nie wypuszczę jej z opieki i zawsze dobro jej mieć będę na względzie.
— Niech Bóg wynagrodzi pana sędziego za jego dobroć! — ze łzami wdzięczności odparł wieśniak.
— A teraz powiedz mi, proszę, w czem mógłbym ci się przysłużyć, mój poczciwy Barneju? Może przemówić do kogo za tobą?
— Gdyby się przypadkiem trafiło gdzie miejsce odźwiernego lub posługacza... to byłbym bardzo ochotny i wdzięczny Waszej Dostojności. Radbym służyć i pracować jakkolwiek w dzień, bylebym miał noce wolne... a to z przyczyny skrzypiec...
— Więc i te towarzyszyły ci tutaj!... — zaśmiał się sędzia. — No, zobaczymy... pomyślę nad tem... Zgłoś się do mnie, proszę, za parę dni, a tymczasem rozpytam się na różne strony... Mój syn ciężko był teraz chory i tylko co wyszedł z niebezpieczeństwa... Radby bardzo cię poznać, bo Marjorie często mu wspominała o tobie.
— Będę bardzo dumny z poznania panicza, o którym pani Merill zawsze rozpowiada... A teraz kłaniam się uniżenie wielmożnemu panu sędziemu i za wszystkie łaski najpokorniej dziękuję, szczególniej zaś za śliczny obrazeczek mojej małej.
Po odejściu Barneja sędzia raz jeszcze z wielką uwagą odczytał listy, dokładnie zanotował sobie adres adwokatów, poczem schował papiery do szufladki biurka. O całej tej rozmowie nie wspomniał nic Reginaldowi, nie chcąc go niepokoić w obecnym stanie jego zdrowia.
Przedewszystkiem należało zasięgnąć wiadomości z Londynu... a potem dopiero przedsiębrać dalsze kroki...
Gdy powrócił na górę, zastał Metę siedzącą na niskim stołeczku i czytającą głośno, a Reginalda uśpionego głęboko, z głową wspartą o poduszkę kanapy, z rumieńcem powracającego życia na wybladłej twarzy.




ROZDZIAŁ X.

Pani Wilder, mocno rozdrażniona, siedziała w swoim buduarze, wachlując się i przykładając naprzemian batystową, uperfumowaną chustkę do oczu. Lizeta klęczała na środku pokoju, pakując duży, podróżny kufer.
— Grenadynową suknię połóż na wierzchu... ależ nie tę!.. cóż znowu! Mówię o jedwabnej grenadynie. Jakżebym mogła