Strona:PL Gould - Gwiazda przewodnia.djvu/130

Ta strona została uwierzytelniona.

Był to mężczyzna lat średnich, o świeżej cerze i dystyngowanej powierzchowności; a choć uderzająco podobny był do starszego swego brata, twarz jego nie nosiła śladów tej surowości, która cechowała chwilami rysy pana Seldena Clive. Naprzeciwko niego siedział, niedbale rozparty na fotelu, średnich lat mężczyzna, w generalskim mundurze. Na pięknem i wyniosłem czole jego przedwczesna zgryzota wyżłobiła głębokie zmarszczki; niczem nieuleczona tęsknota osiadła w głębi siwych jego źrenic, a choć o całe lat dziesięć młodszym był od brata, niejedna srebrna nić przebłyskiwała w bujnych falach ciemnych jego włosów.
— Wielka szkoda, że Selden zmuszony był wracać tak prędko do Filadelfji — rzekł Percy Clive, składając na stole zwój papierów, który tylko co starannie przeglądał. Pokładam wielkie zaufanie w jego rozumie i zdrowym sądzie o rzeczy... Zdaje mi się, Jerzy, że ty go nigdy należycie nie oceniałeś?...
— A jednak powinienem był... — ze smutnym uśmiechem odparł generał. — Ojciec zawsze mi go stawiał za wzór we wszystkiem.
— Pasujecie do siebie coś jak oliwa z wodą... — rzekł brat. — O jednem wszakże mogę cię upewnić, że Selden, równie jak ja, boleje nad ostatniem rozporządzeniem ojca... Spodziewaliśmy się wszystkiego po serdeczności, z jaką cię powitał, gdy wróciłeś z Chin. Pojąć nie mogę, że nie zmienił wówczas swego testamentu. Selden upewnia, że musi być gdzieś dodany kodycyl. Jeżeli zaś nie — tu pan Clive zachrząknął się i spojrzał na stronę — to Selden i ja postanowiliśmy wynagrodzić ci tę niesprawiedliwość, przypuszczając cię do równego działu.
— Dziękuję wam obu — z wdzięcznością odparł generał, kładąc dłoń na ramieniu brata. — Jest to nowym dowodem waszej szlachetności... ale ja nigdy na to nie zezwolę. Mam dosyć swoich własnych, krwawo zapracowanych dolarów; chodzi mi tylko o dowód, że ojciec mi przebaczył i nie umarł z żalem w sercu do mnie... Zdaje się jednak, że pozostał nieubłaganym do końca... Jakże żelazną wolę posiadał ten starzec!
— A jednak kochał cię najbardziej z nas wszystkich i dlatego niepodobna przypuścić... Patrz!... jak mi Bóg miły, oto jest, czego szukamy!...
Generał zerwał się z krzesła i, silnie wzruszony, począł wespół z bratem czytać legalny dokument, brzmiący, jak następuje:
„Trzecią część osobistej mojej własności, mianowicie: (tu następował długi wykaz ulokowanych w rozmaitych bankach sum, wynoszący kilkakroć sto tysięcy dolarów) przekazuję