Strona:PL Gould - Gwiazda przewodnia.djvu/195

Ta strona została uwierzytelniona.

— To być nie może! — gwałtownie wykrzyknął więzień. — Jest to żywy obraz mojej Magdaleny... Moje dziecko!... moje drogie, jedyne, ukochane dziecię!
Zatoczył się na nogach, oczy jego przymknęły się i padł w wyciągnięte ku niemu ramiona Rexa, który delikatnie i troskliwie złożył go na ziemi.




ROZDZIAŁ XXIV.

— Hej! strażniku! wody! a żywo! — zawołał Rex, rozpinając mundur zemdlonego.
Jeden z więźniów miał przy sobie manierkę z wódką; wlano więc zemdlonemu kilka kropel w usta i poczęto silnie rozcierać skronie i ręce. Po niejakim czasie chory zaczął dawać słabe oznaki powracającego życia.
— Powinni go byli umieścić w szpitalu — rzekł jeden z obecnych do Rexa. — We wczorajszej bitwie postrzelono mu silnie ramię, poczem dostał się do niewoli, zdaje mi się jednak, że felczer byle jako opatrzył mu ranę. — Czy go zna kto tutaj?
— Ja go znam. Jest to generał Clive z dywizji Crooka.
— Kto tu mówił do mnie? — omdlałym głosem szepnął chory — i co się ze mną stało?... Ach! prawda... zemdlałem.
— Tak, panie — odparł Rex. — A teraz wypij pan tę resztę wódki. Postaram się zaraz sprowadzić cyrulika. Czy pan bardzo cierpisz?
— Trochę mniej obecnie..., ale mniejsza o moje ramię. Kto pan jesteś?
— Reginald Gray, z dywizji Kustara.
— Gray?... Czy nie krewny sędziego Graya?
— Jestem jego jedynym synem. Czy znasz pan mego ojca?
— Osobiście go nie znam. Ale właśnie pisałem do niego niedawno, wypytując się o małą dziewczynkę, która czas jakiś przebywała w waszym domu.
— A to bardzo szczęśliwy zbieg okoliczności! — zawołał Rex. — Mój drogi generale, mogę panu udzielić wszelkich wiadomości, dotyczących tej maleńkiej... Usiądźmy ot tam w kącie, na mojem posłaniu... Będziemy mogli rozmawiać swobodnie.
Można sobie łatwo wyobrazić zdumienie Rexa, gdy generał opowiedział mu swoje przygody i zabiegi w odszukaniu utraconego dziecięcia...