wać! To było dla próby, nic, tylko dla próby! Ja dla waćpana... Zosia... przemówże za ojcem!
Panie Zaremba, ja się czegoś domyślam... Ale nie męczcie ojca, bo nie wytrzymam.
(wychylił jednym haustem kielich świeżego wina)
No, przecież płomień zalałem. Słuchaj-no, Zaremba. I ja niegdyś w Krymie kochałem się w jednej królewnie murzyńskiej, ale gdy ojciec jej kazał mi ją po drzewach gonić, tego nie chciałem uczynić, bom też nie żadna małpa, jeno szlach... te, jeno bej, z godnej familji Łykajów. Nie, bracie, skoro ci jej nie chcą dać, toć ich błagać nie będziesz.
Cóż robić, oto rycerz! Panie beju! Łaskawco, dobrodzieju, nie namawiajcie go, aby mi dziecko pokrzywdził. Ona go miłuje i on ją... Pomrą z żałości. Nie odmawiajcie! Bądźcie im swatem... połączcie ich...
Naprawdę się tak miłujecie?...
Allah! Bismillah! Niechże wam idzie na zdrowie...
Tak! tak! na zdrowie! Wina, lepszego, niż to! Weselnego!