Strona:PL Henryk Sienkiewicz - Pan Wołodyjowski.djvu/098

Ta strona została uwierzytelniona.

W pustym kościele słychać było chwilami podnoszące się głosy, którym echo nadawało dźwięki dziwne i żałobne.
— Boże, bądź miłościw! — ozwała się Krzysia.
— Boże, bądź miłościw! — powtórzył Ketling.
— Zmiłuj się nad nami!
— Zmiłuj się nad nami!
Dalej modliła się już cicho, ale widział Ketling, że płacz wstrząsa całą jej postacią. Długo nie mogła się uspokoić, potem, uspokoiwszy się, długo jeszcze klęczała bezruchu, wreszcie podniosła się i rzekła:
— Pójdźmy…
Wyszli znów na ów długi korytarzyk. Ketling spodziewał się, że w drodze otrzyma jakowąś odpowiedź i patrzył jej w oczy, ale napróżno. Szła śpiesznie jakby pragnąc coprędzej znaleźć się w komnacie, w której czekał na nich pan Zagłoba.
Więc, gdy już drzwi były o kilkanaście kroków, rycerz uchwycił za kraj sukni.
— Panno Krystyno! — rzekł — na wszystko co-ć święte…
Wówczas Krzysia odwróciła się i chwyciwszy tak szybko jego dłoń, że nie miał czasu postawić najmniejszego oporu, przycisnęła ją w mgnieniu oka do ust.
— Miłuję cię z całej duszy, ale nigdy nie będę twoją! — rzekła.
I nim zdumiony Ketling zdołał wymówić słowo, dodała jeszcze:
— Zapomnij o wszystkiem co było!…
Po chwili znaleźli się oboje w komnacie.
Odźwierny spał w jednem krześle, a pan Zagłoba w drugiem. Jednak wejście młodych zbudziło ich. Zagłoba otworzył oko i począł niem mrugać nawpół przytomnie. Zwolna jednak wróciła mu pamięć czasu i osób.
— Ha! to wy! — rzekł, obciągając pas ku dołowi. Śniło mi się, że nowy elekt stanął, ale to był Piast. Byliście na ganeczku?
— Tak jest.
— A dusza Maryi Ludwiki nie ukazała się wam przypadkiem?
— Owszem! — odrzekła głucho Krzysia.






ROZDZIAŁ  XIV.


Po wyjściu z zamku, Ketling, potrzebując zebrać myśli i otrząsnąć się ze zdumienia, w które wprawiło go postępowanie Krzysi, pożegnał ją i Zagłobę zaraz przed bramą, oni zaś oboje udali się z po-