Strona:PL Henryk Sienkiewicz - Pan Wołodyjowski.djvu/188

Ta strona została uwierzytelniona.

aby przecie jakowegoś ratunku nie przedsięwziąć. Ty tam blisko jesteś i z wieloma murzami, jako wiem, pobratymstwo zawarłeś. Posyłam ci tedy niewiasty, a ty pomoc im daj. Piotrowicz będzie wkrótce jechał. Dajże mu listy do pobratymców. Jać do wezyra, ni do chana pisać nie mogę, bo mi nieżyczliwi, a przytem boję się o to, żeby z uwagi na moje listy za jakąś zbyt znamienitą osobę Boskiego nie poczytali i wykupu nad miarę nie podnieśli. Piotrowiczowi pilno tę sprawę poleć i przykaż, żeby bez Boskiego nie wracał, a pobratymców wszystkich porusz. Zawsze oni, choć poganie, wiary poprzysiężonej dotrzymują, a dla ciebie respekt wielki mieć muszą. Czyń wreszcie, co chcesz; jedź do Raszkowa, obiecaj trzech znaczniejszych na wymianę, byle Boski koniecznie, jeśli żyw, wrócił. Nikt lepiej nad ciebie wszystkich sposobów nie zna, bo jako słyszę, krewnych jużeś wykupywał. Bóg cię pobłogosławi, a jać jeszcze lepiej pokocham, bo mi się serce krajać przestanie. O twojem gospodarstwie chreptiowskiem słyszałem, że tam już spokojnie. Tegom się spodziewał. Na Azbę jeno baczenie dawaj. De publicis pan Bogusz wszystko ci opowie. Na Boga, od Wołoszy pilno nasłuchujcie, bo ponoś wielka nawała nas nie minie. Polecając twojemu sercu i usilności panią Boską, piszę się etc.“
Pani Boska płakała ciągle w czasie czytania listu, a Zosia wtórowała jej, wznosząc swoje modre oczka ku niebu.
Tymczasem, nim pan Michał skończył, wbiegła Basia, już przebrana w szatki niewieście i widząc łzy w oczach kobiet, poczęła troskliwie dopytywać, o co chodzi. Więc pan Michał przeczytał jej raz jeszcze list hetmański, ona zaś, wysłuchawszy go uważnie, z zapałem natychmiast poparła hetmańskie i pani Boskiej prośby.
— Złote serce pana hetmana! — zawołała, ściskając męża — ale i my nie okażem gorszego, Michałku! Pani Boska zabawi u nas do czasu powrotu męża, a ty onego we trzy miesiące z Krymu sprowadzisz. We trzy, albo we dwa, co, prawda?
— Albo jutro, albo za godzinę! — rzekł, przekomarzając się, pan Michał!
Tu zwrócił się do pani Boskiej:
— Prędka, jak waćpani widzisz, u mojej żony rezolucya.
— Niechże ją za to Bóg błogosławi! — powtórzyła pani Boska. — Zosiu, ucałuj ręce pani komendantowej.
Ale pani komendantowa ani myślała dawać rąk do całowania, natomiast uściskały się z Zosią raz jeszcze, bo jakoś odrazu przypadły sobie do serca.
— Do rady, mości panowie! — wołała. — Do rady! do rady! a żywo!
— Żywo, bo głowa gore! — mruknął pan Zagłoba.
A Basia, potrząsając płową czupryną:
— Nie mnie głowa, ale tym paniom serce z żalu gore!
— Nikt się twojej poczciwej intencyi nie przeciwi — rzekł Wołodyjowski — trzeba tylko najprzód szczegółowo relacyi pani Boskiej wysłuchać.