Strona:PL Herbert George Wells - Podróż w czasie.djvu/85

Ta strona została przepisana.

Była zupełnie dziecinną. Wszędzie chciała być razem ze mną, wszędzie za mną chodzić; a gdy podczas najpierwszej potem wycieczki ja chciałem zmęczyć ją chodzeniem, pozostawić w tyle i porzucić, to, wyczerpana z sił, wołała za mną żałośnie. Należało przecież raz już opanować zagadki tego nieznanego świata. Powiedziałem sobie, że nie po to dostałem się w Przyszłość, aby prowadzić flirt w miniaturze.
Z tem wszystkiem wielki był jej smutek, ilekroć ją porzucałem na drodze; niekiedy nawet z rozpaczą wyrażała mi swe żale przy pożegnaniu, tak, iż sądzę, że miałem tyle niepokoju, ile zadowolenia, z jej przywiązania; niemniej jednak była dla mnie prawdziwie wielkiem pokrzepieniem. Sądzę, że przylgnęła do mnie czysto dziecinnem przywiązaniem. Dopiero poniewczasie poznałem, jaką każdem rozstaniem się sprawiałem jej przykrość, i wtedy też dopiero pojąłem jasno czem była dla mnie, gdy już było zapóźno. Bo przy pozorach czułości, okazując, na swój błahy sposób, troskę o mnie, mała laleczka ożywiona sprawiała swem przywiązaniem to, że, gdym wracał w sąsiedztwo białego sfinksa, doznawałem takiego uczucia, jakbym do domu swego powracał. Zaledwie zeszedłem z pagórka, wyczekiwałem już jej drobnej postaci, w biel i złoto przyodzianej.
Od niej także dowiedziałem się, że przestrach nie porzucił jeszcze tego świata przyszło-