Strona:PL Homer - Odysseja (Siemieński).djvu/160

Ta strona została uwierzytelniona.

Rzekła:

»Ojcze Kronidzie, wy Bogowie inni!
Odtąd króle na tronach jużby niepowinni
Być łagodni, łaskawi, dobrzy, sprawiedliwi,
Lecz wściekli zapaleńcy, okrutni i mściwi —
Kiedy już zapomniały o Odyssie boskim
Ludy, choć nimi rządził berłem tak ojcowskim.
On na wyspie u Nimfy Kalipsy tam siedzi
Jeńcem trzyman, i smutną dolą swą się biedzi,
Za domem utęskniony, o powrocie marzy,
A tam, ani okrętów niema, ni wioślarzy,
Coby go chcieli przewieść przez morskich fal grzbiety.
Teraz mu jedynaka zabić chcą, niestety!
W drodze do domu; właśnie o ojcowskim losie
Jeździł się dowiadywać w Sparcie i Pylosie.«

Odpowiedział jej na to Kronid chmurowładny:
»Jakiż-to z ust twych wyraz wymknął się nieskładny!
Wszak sama uradziłaś, że gdy Odys wróci,
Krwawym odwetem gachów zuchwalstwo ukróci.
Raczej nad Telemachem czuwać ci należy,
By bez szwanku dopłynął do swojej macierzy,
A gachy z tej zasadzki wrócili jak zmyci.«

Potem się do Hermesa zwrócił, i pochwyci:
»Hermeju! o mój synu! gończe doświadczony,
Nieś nimfie pięknowłosej wyrok niecofniony,
Że Odys wrócić musi, mąż wielki cierpieniem,
Wrócić, niewsparty boskiem ni ludzkiem ramieniem,