Strona:PL Józef Bliziński - Dzika różyczka.djvu/44

Ta strona została uwierzytelniona.
BRUNON (na stronie).

Któż to być może? za młoda na babkę, a na siostrę znowu za stara... ale oczywiście to owa trzecia.

IZYDORA (która stała w progu, dopóki Dorota nie odeszła, teraz zbliża się).

Z panem hrabią Ściborzyckim mam przyjemność mówić?

BRUNON.

Tak jest, pani.

IZYDORA.

Jestem siostrą nieboszczki matki tej, o którą dziś oświadczył nam się pański kuzyn, pan Tolicki... czy panu wiadomo o tem?

BRUNON (żywo).

A! pani jesteś jej ciotką... zatem panny Róży także?

IZYDORA.

No, naturalnie... ale zkądże panu przyszło mówić o pannie Róży?

BRUNON.

Wytłómaczę to, ale przedewzystkiem pozwól pani dobrodziejka ucałować tę rączkę i przeprosić za mój strój niestosowny.

IZYDORA.

O! (na stronie) jakiś do rzeczy człowiek.

BRUNON.

Bo to bynajmniej nie wizyta, na którą się dopiero zbieram... dzisiejszą bytność moją spowodował jedynie przypadek. (na stronie) Co tu powiedzieć... (głośno) Znalazłszy się