Strona:PL Józef Bliziński - Dzika różyczka.djvu/45

Ta strona została uwierzytelniona.

w pobliżu w jednej z moich wiosek graniczących z państwem...

IZYDORA.

Ależ żadna z pańskich wiosek nie graniczy z nami.

BRUNON.

W takim razie źle mnie objaśniono.

IZYDORA.

Wsie przytykające do pańskich posiadłości były naszemi, ale dawno już są w innych rękach.

BRUNON.

A ja już myślałem o kompromisie z państwem, z powodu pewnej małej wątpliwości co do granic... i dlatego nie mogłem oprzeć się pokusie skorzystania ze sposobności, i jakkolwiek z przekroczeniem form...

IZYDORA.

O, mój panie, przestaliśmy przywiązywać wagę do tak błahych przekroczeń. Los znęcając się nad nami, nauczył nas cenić najlżejszy objaw przychylności i współczucia, chociażby nawet niezgodny z etykietą... dosyć dla nas, jeżeli możemy w nim widzieć dowód serca.

BRUNON.

O! pani, z mej strony możecie go być pewni.

IZYDORA.

Siadajże pan (siada).

BRUNON (siadając także, do siebie).

Jakaś zacna matrona... Jak mnie się teraz wszystko podoba w tym domu.