Strona:PL Józef Bliziński - Dzika różyczka.djvu/46

Ta strona została uwierzytelniona.
IZYDORA.

Więc panu hrabiemu wiadomem było staranie się pana Stefana o rękę Karolci?

BRUNON.

Tak jest, pani.

IZYDORA.

I nie masz pan nic przeciwko jego wyborowi?

BRUNON.

Mogę mu go tylko powinszować... naturalnie, nie mówię tu o osobie panny Karoliny, której nie znam, lubo nie wątpię, że tak wielkie przywiązanie mogły wzbudzić tylko prawdziwe przymioty serca i duszy... ale już to samo przemawia za nim, że nie powodując się interesami materyalnemi, szukał żony w domu cieszącym się tak zasłużoną czcią, w rodzinie otoczonej aureolą poświęceń i męczeństwa.

IZYDORA.

Więc panu wiadomo...

BRUNON.

Przez jakie koleje przechodziliście państwo? tak jest, pani, chociaż na nieszczęście odniedawna dopiero.

IZYDORA.

A! więc temu zapewne przypisać możemy wieści, które nas dochodziły o niechęci, jaką pan okazywałeś z początku względem zamiarów pana Stefana?

BRUNON (żywo).

Nie wierz pani temu ani słówka... zresztą chociażby było w tem cokolwiek prawdy, pani wiesz, że większa jest radość w niebie z jednego nawróconego, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych.