Strona:PL Józef Bliziński - Dzika różyczka.djvu/53

Ta strona została uwierzytelniona.
RADOMIR.

A! pod Stoczkiem... jak ona wszystko pamięta.

BRUNON (na stronie).

Cudny dzieciak... (wchodzą j. w.)

IZYDORA.

Róziu! takto słuchasz tego, co ci starsi mówią?

RÓZIA (z niewinną minką).

Dziadunio mnie wołał.

RADOMIR.

Moja ciotko, nie dokuczaj też mojej Różyczce.. biorę ją w obronę.

IZYDORA.

Dla niej jeszcze książka, a nie towarzystwo mężczyzn... jegomość wiesz, jak ją to onieśmiela.

BRUNON (na stronie).

Poczciwa ciotunia... zacności kobieta, ale ma curtum visum. (głośno do Izydory) Niechże pani dobrodziejka raczy mnie przedstawić naprzód babuni (zbliża się do tejże).

IZYDORA (przedstawiając).

Kuzyn pana Stefana, hrabia Ściborzycki.

BRUNON.

Czuję się nad wyraz szczęśliwym, mogąc ucałować tę rękę, która oby kiedyś, gdy mnie państwo lepiej poznacie, zechciała spocząć na mojej głowie z krzyżykiem błogosławieństwa.