Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/173

Ta strona została uwierzytelniona.

na mazurach, którym rozumu nie brak, że najbezpieczniej siedzieć spokojnie... Król mu pewnie coś wydzieli, królowa się za nim przyczyni. Niech siebie i ludzi nie gubi.
Tak rozpocząwszy od niechcenia Sędziwój, widząc że Gniewosz powoli mięknie i przekonać się daje, nastał nań silniej, gorącej — namówił wreście, żeby do księcia jechał, a zaręczył mu, iż pokorą jedną się ocali...
Cały wieczór trwały o tem rozmowy — a nazajutrz, gdy Sędziwój ku Włocławkowi dalej ciągnął, Gniewosz się zawrócił szukać Białego...
Nie był pewien gdzie go znajdzie; bo z księciem z dnia na dzień, nic nikt przewidzieć nie mógł. Wśród nocy nagle wyciągał w pole... zawracał i coraz co innego wymyślając, natychmiast przyprowadzał do skutku.
Gniewosz spieszył niespokojny. Wojewoda zupełnie przekonał, iż opór i walka były próżne. Sam stary teraz zbliska się przypatrzywszy księciu, nie wiele sobie po nim obiecywał. Chciał go ratować, gdy Sędziwoj[1] tak litościwym się okazał.
Właśnie książę tego dnia udał się był do Gniewkowa, ztamtąd mając wielką ochotę nocą dobiedz do Drzdenka dla pomówienia z Ulrykiem i Dobrogostem... Już miał konie kazać siodłać, gdy Gniewosz zmęczony nadjechał.

Poszli z nim natychmiast do komory osobnej,

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Sędziwój.