Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom I.djvu/119

Ta strona została uwierzytelniona.

— Senat cię wita, Cezarze, jako ojca ojczyzny.... — rzekł po chwili Lacon, któremu przyśpieszony chód oddech tamował. — Sejana głowę ci przynoszę....
— Biédny Aelius! — odparł, nie okazując po sobie uczucia, starzec. — Jakże się to stało?
— Macron przybył do Rzymu nocą — mówił Lacon — nikomu rozkazów twych nie opowiadając, prócz mnie i Memmiusa Regula.... Piętnastego dnia Kalend. Novembra zwołał senat do świątyni Apollina; Sejan przybył z pretoryanami i ujrzawszy posła twojego Cezarze, zdziwiony spytał, czyliby mu listów nie przyniósł? Na to przebiegły Macron, z uszanowaniem go powitawszy, na ucho mu szepnął, żeś ty, Cezarze, polecił zrobić go uczestnikiem twéj władzy trybuńskiéj, że listy ma na to do konsula i senatorów. Wszedł więc bezpiecznie zbrodzień i na twarzy jego widać było uśmiech zwycięztwa...
Macron tymczasem obrócił się naprzód do pretoryanów i dar im twój po tysiąc denarów na głowę ofiarował, oznajmując, że jest ich dowódzcą mianowany, po czém do Curyi wpadłszy, oddał listy i pretoryan do obozu zaprowadził. Jam naówczas, po ich odejściu, straże miejskie wkoło świątyni Apollina ustawił....
— I dobrześ uczynił! — rzekł Cezar chłodno — zasłużyłeś się Rzymowi.
— Sami już bogowie byli z tobą, Cezarze, prze-