Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Król Piast tom I.djvu/105

Ta strona została uwierzytelniona.

wić małą sumkę z nadzieją choć najsłabszą wygranéj, mogło mu w każdym razie być wybaczonem.
Dnia tego, jak zwykle, jechał do domku nadrożnego Kanclerzynéj, gdzie się piękne panie zbierały, aby słuchać kondolencij nad swym losem i żarcików. Tym razem jednak mała ta, nic nieznacząca okoliczność, spotkanie z Piotrowskim, dawało mu i humor lepszy i iskierkę nadziei.
Księżna Radziwiłłowa, gdy wszedł, pierwsza z twarzy jego wyczytała, iż był lepszéj myśli.
— Hrabio — spytała go żartobliwie — miałżebyś od wczora pozyskać Prymasa, czy Hetmana, że tak dziś wyglądasz wesoło?
— Ja? — odparł zręczny francuz, ruszając ramionami — nie próbuję, jak księżna wiesz najlepiéj, oblegać twierdz niezdobytych.
— Ale dziś masz niemal twarz zwycięzcy! — śmiała się księżna.
— Bez méj wiedzy — rzekł Chavagnac — gdyż czuję się, wedle logiki ludzkiéj najniezawodniéj pobitym... alem sobie przypomniał co historja powtarza nieustannie, że los dumnych upokarza... a Kondeuszowi tak zawczasu tryumfują... iż mogą wywołać zemstę losu.
— Z któréj hr. Chavagnac będzie się starał skorzystać! — zaśmiała się księżna.
Hrabia skłonił się w milczeniu.
O trzy kroki daléj siedziała w blasku swéj piękności królewskiéj Marja Kaźmira, przy niéj wsparty na poręczy kszesła stał Hetman, który, jadąc do szopy na chwileczkę się tu zatrzymał.
Francuzka zrana odebrała listy ode dworu, a twarz jéj promieniała tryumfem. Warunki wszystkie, jakie