Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Król Piast tom II.djvu/033

Ta strona została uwierzytelniona.

jéj twarzyczka, płeć delikatna, rysy dosyć szlachetne nadawały jéj fizyognomję wyrazistą — ale nie było w niéj nic sympatycznego, pociągającego, niewieściego, a duma rodu cechę na niéj piętnowała odstręczającą. Dziecię Cezarów zdawało się mówić całem obliczem, iż nikomu z sobą na równi stanąć nie dozwoli.
Powitanie też było, pomimo uprzejmości Cesarzowéj matki, zimne i suche... a narzeczona widocznie unikała potem aby się jéj oczy nie spotkały ze wzrokiem przyszłego męża...
Wysłuchano mów i powinszowań, w czasie których królowa przyszła dawała znaki zniecierpliwienia i orszak znowu złożył się jak wprzódy, z tą różnicą iż król konno jechał u kolebki, po stronie z któréj siedziała Eleonora.
Przez cały ciąg drogi do Częstochowy, w czasie którego muzyki przygrywały, a potem bicie we dzwony i wystrzały z dział rozmowy i wymiany choćby kilku słów, czyniły niepodobną — król jechał milczący oczyma sięgając napróżno w głąb kolebki w któréj siedząca pani zdawała się rozmyślnie spojrzenia jego unikać.
Wszystko zresztą ściśle podług programu dopełnionem zostało, w kaplicy przed obrazem cudownym, młoda królowa zdawała się nabierać męztwa... i łzy już nieuroniła... Uklękła na modlitwę, w dłoniach zanurzyła twarz i pozostała tak chwilę długą, dopóki matka nie przyszła ją wyrwać z téj zadumy pobożnéj...

..................

Młoda para sama jedna w obszernéj komnacie sypialnéj — któréj środek zajmowało szkarłatnym pawilo-