Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Król Piast tom II.djvu/156

Ta strona została uwierzytelniona.

— Niewiem — nic niewiem — począł Toltini — przed chwilą N. Pan rozmawiał swobodnie, bardzo był rzeźwy, chwilowa jakaś niedyspozycja..
— O czemże mówiliście? badał krajczy.
— O Warszawie, o rzeczach starych i obojętnych, dodał włoch.
Kiełpsz niechciał odejść bez pożegnania. Siłą prawie pozbyć się go musiał krajczy, gdyż wiedział że przy nim Michał był zwykle ostrożnym i zamkniętym.
Opierając się, strwożony Toltini głośno pożegnawszy Michała — który nic nie odpowiedział, z sypialni się wysunął.
Kiełpsz pochylony, wylękły cichemi słowy łagodnemi usiłował z tego stanu prostracij wyprowadzić króla.
Wiedział on bardzo dobrze, iż ilekroć ona postępowała tak nagle, zawsze przyczyną jéj było jakieś wrażenie na duchu odniesione.
Nie wątpił że i teraz niezręczność włocha — jakieś przypomnienie przeszłości, musiało poddziałać na chorego..
— N. Panie, odezwał sie — jesteśmy sami. Mam li kazać Brauna przywołać? Cóż się stało! Toltini musiał zmęczyć..
Zwolna zwrócił król wybladłą twarz ku niemu — ujął go za rękę i rzekł cichym głosem.
— Nie obwiniaj włocha — dajcie mu pokój — słabo mi się zrobiło — nic więcéj to przejdzie.
— I zaledwie to wymówiwszy wlepił oczy zaognione w krajczego.
— Macie jakie wiadomości?
Nim Kiełpsz zdołał odpowiedzieć — weszła ostrożnie drzwi uchylając żona jego — wiodło ją jakieś przeczucie.