Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Król Piast tom II.djvu/171

Ta strona została uwierzytelniona.

nie hetmanie — nie spożyjemy ich... zgniotą nas liczbą swoją.
— Właśnie położenie obecne, przerwał Jabłonowski, ten atak nam czyni mniéj groźnym, sciśnięci rozwinąć się nie mogą..
— Tak — rzekł Pac zimno — ale za to coraz świeże pułki przeciwko naszym stawić będą i w końcu nas złamać muszą.
— Nie znacie turków, oparł się Sobieski, téj rachuby, téj krwi zimnéj u nich niema. Gdy nie pokonają nieprzyjaciela pierwszym miotem — uchodzą — żadna siła ich nie wstrzyma. Wojsko ich w ucieczce nie broni się nawet, daje się wyniszczać i ginie...
Wszystko to cośmy tu zastali, dodał, było przewidziane i spodziewane.. szedłem z zamiarem stoczenia walki i od niéj nie odstąpię... Polska albo się jutro wyswobodzi lub nigdy już nie będzie wolną... Wszyscy ilu nas jest pragniemy, wołamy, domagamy się boju i wierzym w zwycięztwo.
Wam, panie Hetmanie — nie daję rozkazów, nie narzucam woli mojéj, czyńcie jak wasze przekonanie wam dyktuje, będziecie świadkami, żeśmy ojczyznie dług spłacając, legli jéj wierni... — jeżeli Bóg nas skazał na to...
Odstąpił krok i otarł czoło... Wszyscy milczeli, a w śród ciszy téj wicher zawył zdaleka. Pac stał dumny, nie przekonany, uparty — milczący. Stali tak dwaj starzy zapaśnicy naprzeciw siebie, jeden z twarzą wypogodzoną, pełną rycerskiego męztwa wyrazu — drżącą wzruszeniem; — drugi chłodny, upokorzony nieco, ale pan siebie i niedający się pokonać...
Sobieski, jakby na tem miała się skończyć rada