Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Na królewskim dworze Tom II.djvu/122

Ta strona została uwierzytelniona.

w końcu. — Zgóry wiedziałem, że wy z królewiczem do Falent jechać nie zechcecie, ale podróż królewicza jest pomimo to nieuniknioną.
— Zatem mnie się ani pytać ani radzić nie było potrzeba — wtrąciła z przekąsem. — Jestem tu zawsze sługą. Przynosicie mi rozkazy, ja się do niczego mięszać nie mam prawa.
Król mnie tylko zmusić nie może, abym ja do Falent jechała.
To nie!
— Przecież — rzekł Pac chłodno, gdy królowa przyjedzie, gdy cały dwór się jej przedstawiać będzie, nieuniknionem jest, że i wy.
Zmierzyła go niemka wzrokiem przeszywającym i nic nie odpowiadając odwróciła się ze wzgardą.
Wojewodzic znudzony dosyć tem poselstwem, powrócił do króla, ale go zastał zajętym gośćmi.
Przybywały oddziały różne, które miały wjazd królowej do Warszawy uświetniać; panowie co je prowadzili codzień się przedstawiali królowi, po większej części nie wiedząc, co się działo na dworze i wyobrażając sobie, iż król wdzięczen im być musi za to uczczenie narzeczonej.
Po kraju krążyły jeszcze wieści, że król od bardzo dawna się kochał w księżniczce Niwerneńskiej, że się o nią starał już raz przed ożenieniem z Cecylią, a teraz powrócił do dawnej tylko ku niej skłonności. Kto mógł więc starał