Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Na królewskim dworze Tom III.djvu/113

Ta strona została uwierzytelniona.

— Musimy czekać — odezwała się Bieta — i wszystko tak jak jest, pozostanie. Co się tyczy Nesterackiego, którego zemsty mi się obawiać każesz? mnie on nic uczynić nie może, ale Nietykszę, jak tylko powróci, przestrzedz potrzeba. Niema go tu teraz, bo na Litwie ze swym panem, albo w Wilnie lub w Ołyce przebywa.
Rozmowa ojca z córką poufna trwała dosyć długo; rozstali się wreście, gdyż dziewczę na służbę wracać musiało do królowej, a Płaza chciał się rozmówić ze Stoczkiem.
Wkrótce też nadszedł blady klecha znużony bakałarzowaniem, chociaż z wielką miłością je spełniał. Uściskali się starzy przyjaciele.
— Cóż ty mój ojcze na to wszystko co się u nas dzieje? — zagadnął Płaza.
— Ja? miły Lasoto — począł ksiądz — inaczej może widzę sprawy i stan naszej rzeczypospolitej niżeli wy, bo stoję gdzieindziej, w kąteczku kościelnym, w kruchcie mojej, zkąd może mi wszystko i inaczej się ukazuje, niż z waszych stanowisk świeckich i dworskich.
Więc nie po ludzku, nie po rycersku, nie jako statysta, ale jako mizerny klecha, służebniczek Boży, biedactwo krótkowidzące, widzę i sądzę. Nie nauczysz się też nic odemnie.
— Mów przecież — odezwał się Płaza — ja pewnie mniej jeszcze widzę niż ty... oślepiły mnie lata długie wśród trzcin i sitowia spę-