Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Na królewskim dworze Tom III.djvu/116

Ta strona została uwierzytelniona.

zwolenia nie prosząc zbiegł... Jeżeli tak jest, ej! jednym laszkiem w Siczy mniej, niewielka szkoda, ale on tam wypatrywał wiele i wie i nasłuchał się tajemnic naszych, wyniesie je... Zła rzecz!
Płaza, który ledwie mógł się powstrzymać od okazania wrażenia, jakie na nim uczyniła wiadomość o przybyciu Carycy, zwolna podniósł oczy na Parfena.
— Jakież on tam tajemnice mógł podsłuchać? — odezwał się. — Starszyzna go na radę nie brała, pisarz do listów nie używał...
Widzieliście go? — dodał.
Parfen głową potwierdził.
— Gdzie?
— W gospodzie — mówił kozak — zajechał jak wy na Długą ulicę, do najmizerniejszej gościny, do Gradzisza.
— Mówiliście z nim?
Parfen się trochę zawahał.
— A no — rzekł — juściż.
— Z czemże przybył? — pytał dalej Płaza niespokojny.
— Nie chce mówić — rozśmiał się kozak. — Chytry on, ale są chytrzejsi jeszcze, jakbym ja potrzebował się od niego o tem dowiadywać? Sam on mi się zdradzi!
Po chwili Parfen kręcąc głową dorzucił.