Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Waligóra tom I.djvu/218

Ta strona została uwierzytelniona.

I uśmiech szczęścia blade jej usta namaścił...
Bianka patrzała na nią z jakąś trwogą, — i Waligóra widział jak cała drgnęła strachem, i pobladła...
— Spieszmy! — dodała siostra Anna, zwracając się do towarzyszki. — Święta pani której myśl szła za nami w podróży, widzi już nas okiem proroczem, czuje że się ku niej zbliżamy!
Dała znak Niemcom... i konie podprowadzono. Jeszcze raz okiem błagalnem sierota rzuciła na Mszczuja, który jej skinieniem głowy odpowiedział. Zbliżanie się do miasta zmuszało go przyzostać nieco, aby się do wjazdu przygotować. Nie chciał wstydu czynić temu od którego przybywał.

KONIEC TOMU PIERWSZEGO.