Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Bajbuza 01.djvu/120

Ta strona została uwierzytelniona.

i bez ciurów wlokących za rycerstwem, ale Zamojskiego ciury nawet, jak powiadano, lepiej wyglądały niż niejednego żołnierze.
Przy odgłosie surm, trąb, bicia w kotły, z rozwiniętemi chorągwiami, Zamojski konno w towarzystwie Żółkiewskiego, Dulskiego i znacznej liczby rycerstwa przeciągnął przez miasto, i połączywszy się z marszałkiem Opalińskim, który nań czekał, wprost na miejsce sobie wyznaczone przez niego jechał, obozem się rozkładając pomiędzy Powązkami, folwarkami miejskiemi i wałami. A że od napaści pewnym być nie mógł, i mniejszą, choć dzielnego żołnierza liczbą rozporządzał, natychmiast się okopywać kazał.
Nazajutrz, nim jeszcze wojewoda poznański nadszedł ze swą zgrają ogromną, hetman z wybranym pocztem, do którego Bajbuza należał, pojechał naprzód na zamek do królowej, już na niego oczekującej.
Wielka tu panowała radość, bo choć Anna żal miała do Zamojskiego i obawiała go się, teraz na nim wszystkie jej spoczywały nadzieje.
Spotkanie było zimne może, ale z obu stron życzliwe i otwarte, o ile być mogło. Hetman oświadczył królowej, iż Zygmunta popierać będzie.
— Chociażby nam, tej na rycerstwie i żołnierzu stojącej rzeczypospolitej — rzekł — zdał się