Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Na bialskim zamku.djvu/283

Ta strona została uwierzytelniona.

— O naszym księciu, który taki na nią łaskaw, ani mówić. Już byle dla niego była grzeczną — i to mu starczy.
Szurska kiwnęła głową i wyrwało się jej:
— Stary by o trumnie myślał, a nie wiedzieć co ma w głowie.
— Co nam tam do tego! — przerwała politykując Zaborska. — Z księciem jak z księciem, ale z tym Wolskim — skaranie Boże! Kocha się w Faustysi na zabój — zazdrosny i poprzysiągł sobie zgubić Butryma.
— To on go zgubi, to taki człowiek — rzekła zimno Szurska, ciągle coś żując niby i spluwając.
— A! otóż ja właśnie do was przyszłam o ratunek, moja dobrodziejko — wyciągając ręce do kolan staruszki, odezwała się Zaborska — moją Faustysię i mnie wybaw! Ona się zapłacze na śmierć po Butrymie, a jak jej nie stanie, mnie nie żyć.
Zaborska kwilić się na płacz zaczęła, co bynajmniej Szurskiej nie rozczuliło. Stała słuchając i niekiedy skrobała się po szyi, bo miała tę chorobę starych, która nieznośnym swędzeniem skóry dokucza. Ujęła ją z lekka za kolana Zaborska, co dziwnie wyglądało, bo była dostatnio i wykwintnie ubrana, a Szurska jak żebraczka.
— A cóż ja na to poradzę! — szepnęła stara i ramiona ścisnęła.
Zaborska zbliżyła się do niej i rzekła cicho:
— Napadł Wolski tego biedaka w lesie, porąbali go, wzięli i tu do lochu rzucili! On z ran i głodu umrze.
Szurska słuchając usta wydęła i powieki ściągnęła. Dotąd obojętna, wiadomością tą się ożywiła nieco.
— Skąd wiesz? — spytała lakonicznie.
— Wiem najpewniej. Butrym przecie ma brata...
— Co podłowczym był? — przerwała Szurska.
— Ten sam.

281