Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Na bialskim zamku.djvu/322

Ta strona została uwierzytelniona.

— Zaś! — odparł śmiejąc się podstoli. — Dla gości dawali kwas, ale książę dla siebie miał „Sierotkę“.
— Wydoim „Sierotkę“ do kropli! — rozśmiał się książę Karol — wydoim, panie kochanku!
Właśnie wyrazów tych domawiał, gdy powóz stanął u wielkiego zamku, gdzie czekano na księcia. Miecznik usiłował minę sobie uczynić poważną, co mu się nie bardzo udało.
Roztargniony, odpowiedział biskupowi coś niezrozumiałego, a wojewodzic się skrzywił.
Przyzwoitość kazała pójść z kondolencją do wdowy, i Pac, nie darmo mu dodany, wymógł na opierającym się, iż z nim poszedł do niej. Był to raz pierwszy i ostatni.
Lekceważono sobie księżnę i jej rodzinę.
W grubej żałobie, razem z księżną krajczyną i siostrą swą, przybyłą z Zawieprzyc, księżna chorążyna przyjęła młodego księcia, który z dosyć lekceważącą grzecznością, ledwie jakiś komplement jej powiedziawszy półgębkiem, natychmiast zabrał się do odwrotu.
Pokoje po nieboszczyku paradne stały dlań przygotowane.
Miecznik co prędzej, zgłodniałym będąc, jak mówił, jeść dawać kazał i piwniczego wołać.
Stojącemu w progu staruszkowi rzekł z góry:
— Pamiętaj, by mi dobre wino było! i nie śpij, bo ja piję dużo i ludzi poję, a czekać nie lubię, panie kochanku.
I rozśmiawszy się odprawił go precz.
Co się dalej działo i dziać miało czasu pogrzebu, łatwo się z tego początku domyślić. Ceremonie, jak dla Radziwiłła przystało — nakazano z wielkim przepychem urządzić, a niczego nie żałować. Ksiądz biskup był do tego upoważniony. Miecznik zabawiał się, a podstoli Pac pilnował go tylko, aby na nabożeństwo i gdzie prezencja jego była potrzebną — nie chybił.

320