Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/008

Ta strona została uwierzytelniona.


do zewnętrznéj osób postaci, ale w tym względzie jest niemal nieporównaną: kilkoma dobitnemi rysami umie Kraszewski lepiéj odmalować człowieka, aniżeli inny powieściopisarz całostronicowym opisem. Dlatego téż i krajobrazy znanych mu dobrze okolic celują prawdą, żywością i barwnością.
Do odtworzenia głębin duszy natur bardziéj złożonych nie brał się zazwyczaj Kraszewski, czując bezwątpienia słabość swoję w téj mierze. Jak prawdziwy plastyk przedstawiał swe postaci zzewnątrz, wraz z tém wszystkiém, co zewnętrznie mogło stan ich uwydatnić, a więc z wyrazem fizyognomii, giestami i charakterystyczną mową. Dla odtworzenia indywiduów prostych i średniéj miary cechy te wystarczały najzupełniéj, bo u nich, jak się mówi, serce jak na dłoni, ale były niedostatecznemi dla odmalowania charakterów wyższych, umiejących taić w sobie nawet najgłębsze uczucia i nie dających poznać ich zewnętrznemi znakami. Stąd to niéma ani jednego gienialnego umysłu w powieściach naszego pisarza, stąd nawet nawet natury artystów, poetów średniego poziomu nie są zadawalniająco w nich nakreślone, pomimo że Kraszewski kilkakrotnie do tego tematu wracał, i tylko raz w „Demonie“ złudzenia wielkiéj twórczości umiejętnie a nawet niekiedy świetnie przedstawił. Ludzie chytrzy i przebiegli zazwyczaj są takiemi w określeniach, od powieściopisarza pochodzących, a nie w saméjże akcyi.
Porównania i przenośnie brane są przez Kraszewskiego najczęściéj, według wzorów najdawniejszych, wprost z natury otaczającéj, jako dla ogółu czytających najzrozumialsze, czasami z dziedziny sztuki, z którą długoletnio obcując, spoufalił się i za drugą naturę uważał, bardzo zaś rzadko z dziedziny nauki i wogóle ze sfery abstrakcyjnéj. Za nadzwyczajnością nie gonił, lubił posługiwać się znamiennemi wyrażeniami mowy potocznéj, a mimo to bardzo często znajdują się u niego zdania sformułowane oryginalnie a malowniczo. Nie obliczywszy dokładnie, niepododobna orzec stanowczo o zasobie jego słownikowym, ale jeżeli polegać zechcemy na wrażeniu osobistém, to nie przyznamy mu wielkiéj obfitości, i to nie dlatego, żeby nie znał języka doskonale, lub żeby nie czuł wagi wyrazów, lecz dlatego, że się ciągle śpieszył, pisząc szybko nie mógł długo nad doborem słów się zastanowić, lecz brał te, które mu się same na myśl nawijały.
Uczuciowość naszego powieściopisarza, tak jak fantazya jego, średniéj tylko dochodziła temperatury; ani apatyi krańcowéj, ani namiętnych wybuchów nie znała; wszystko zresztą, co w pośredniéj pomiędzy temi granicami strefie się znajduje, od nieśmiałego uczucia, czy téż uszczypliwego żartu, do rozgorzenia płomieniem