Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/064

Ta strona została uwierzytelniona.


— O tém, potém, panie teściu! ja o to tylko proszę, byś nie psował, a pomoc mi twoja nic nie nada.
— Zobaczym, kto w kunszcie sprawniejszy!
— Zobaczym!
— Mnie samo doświadczenie nauczyło! Spójrz, idź po miastach... wszędzie zdaleka czerwienieją mury mojéj roboty... a imię majstra Wojciecha Krzyżaka jest znane na Litwie i Rusi, jak drugie niczyje... Moje dzieci rozsypane są po wszystkich grodach wielkich... i prędzéj wymrze całe pokolenie twojego syna... niż jeden z tych kamiennych synów moich się powali!... Tyż to śmiesz się mierzyć ze mną, uczniu mizerny! ty chcesz mistrza ubiedz w sztuce?...
— Chcę — odparł żywo Piotr — i dopnę swego. — Przysięgam na moje Maryę drogą i na małe dziecię, że choćbym miał krwią własną wszystkie sklejać cegły, wystawię kościół, jakiego dotąd nie widziano. Będzie mały, ale mu wielkie ustąpią i twoja duma zawstydzona zostanie!
Pełen gniewu stary Wojciech wyszedł i drzwi za sobą drugiéj izby zatrzasnął; a Marya poprawując ogień na kominie, pocichu odezwała się do męża:
— A ty zawsze ze starym kłócić się musisz! fe! mój Pietrze! toć jemu niedługo żyć, na co truć jego ostatnie lata, on z twojéj przyczyny gryzie się bezustannie! A to ojciec mój, Pietrze! on cię tak kochał, on ci oddał mię wówczas, kiedy ty ubogi nic prócz rąk nie miałeś!
— A czémże ręce moje pośledniejsze od drugich? — zawołał Piotr. — Nie mogę znieść tego, aby moje imię ginęło ze mną razem, wówczas kiedy jego imię na szczytach zbudowanych kościołów idzie do przyszłych wieków! nie! nie! i ja, Maryo, muszę być sławny! choćby mi to życie kosztować miało! czuje, że mogę, że muszę pokazać, co umiem!
— Przed tobąż wszystko jeszcze, mój miły! — odpowiedziała Marya, grzejąc ręce u ognia — czego się śpieszyć? przyjdzie na każdego pora...
— A któż mi zaręczy — przerwał Piotr — że jutro nie umrę? dziś jest moje, jutro, Bóg wié!... Rad jestem, że mi roboty tego kościoła odstąpił!... Zawstydzi się stary, że mnie mało cenił. Piotr tyle wart, co i on! Bóg mi dopomoże!...
To mówiąc uściskał żonę, położył dziecię w kolebce i zaczął się szybko po izbie przechadzać.


∗             ∗

Był to smutny wieczór jesienny; mury nowego kościołka św. Anny, otoczone jeszcze rusztowaniem, zastanawiały już wszyst-